Głupi wybór, gorsze życie

23/03/2012

tekst umieszczony przez JMJ

 

„Popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem”, mówiło się za komuny. No ale wtedy jednak było bardziej wszystko przaśne i szare, a teraz jest elegancko „ą”, „ę”, „bułkę przez bibułkę”. Rząd Tuska nie mówi więc otwartym tekstem, że tego samego dokładnie życzy emerytom, by jak najkrócej pobierali emerytury, by „umierali przed terminem”.

Stuletni emeryci?

Rząd wymyślił sobie, że Polacy mają pracować do 67 roku życia. Skąd wziął ten wiek, licho wie. Może stąd, że ministerialni specjaliści korzystali z nieaktualnych, bo pochodzących z 2008 r. danych statystycznych, dotyczących zarówno ilości ludności w Polsce, jak i liczby pracujących Polaków. Jak podkreśla w „Fakcie” ekonomista Janusz Szewczak rządowi „wyszło, że mamy w kraju 38,2 mln Polaków, gdy tymczasem blisko 2 mln Polaków w ostatnich latach opuściło „zieloną wyspę” mając dość biedy, poniżenia i braku perspektyw. A blisko 1-1,5 mln Polaków nadal zameldowanych w kraju pracuje za granicą, jedynie od czasu do czasu odwiedzając rodzinę w kraju, głównie zaś pracuje na PKB Irlandii, Wlk. Brytanii, Włoch czy Niemiec.”

Szewczak jako kolejny wykazał, że rząd intelektem nie grzeszy, leci na „pijarze”, jest „szkolony a gamoń”. Te 67 lat – przypuszczam – to tak na dobry początek, by ludzie łatwiej przełknęli żabę i dali sobie wmówić, że tak trzeba, że ojczyzna w potrzebie, że mało pieniędzy w kasie. Bowiem właśnie to do łatania dziury w budżecie, przejadanym przez powiększające się hordy urzędniczej biurokracji, sprowadza się propozycja rządu. Chodzi o to, by objęci reformą przyszli emeryci pobierali świadczenia jak najkrócej, bądź by tego pobierania w ogóle nie dożyli. Proponuję ze swojej strony wydłużyć czas emerytury od razu do setki. Sejm klepnie, a ministrowie Boni, Rostowski wraz z premierem będą mieli z głowy operację pt. „uzdrawianie systemu emerytalnego”. Przechodzenie na emeryturę po skończeniu stu lat! To nie żarty, to oznacza stuprocentowe odciążenie dla budżetu.

Kariera na „zmywaku”

Gabinet Tuska działa na zasadzie „po nas choćby potop”. Wiadomo przecież, że im dłuższy wiek tzw. aktywności zawodowej, tym bardziej „zabetonowane” i niedostępne dla młodszych pokoleń staną się miejsca pracy. A jeśli nie będzie miejsc pracy, młodzi będą wyjeżdżać za granicę, by najczęściej, nawet po ukończonych studiach w kraju, trafić na „zmywak”. Kółko się zamyka, tak to się niestety kręci. Mieliśmy być drugą Japonią, mieliśmy być drugą Irlandią, nie jesteśmy nawet Bantustanem.

Budapeszt w Warszawie?

Przeciwko reformie protestują związki, w tym „Solidarność”, protestuje opozycja, w tym Prawo i Sprawiedliwość. 15 marca, w rocznicę wybuchu Wiosny Ludów, w Warszawie odbyła się demonstracja przeciwko emerytalnym planom rządu. Ulicami stolicy przemaszerowało piętnaście tysięcy ludzi. Tak podali organizatorzy. Może zresztą było ich mniej, nieważne. Siedem czy piętnaście tysięcy to żaden element nacisku. By wymóc coś na tym rządzie potrzebna jest manifestacja stutysięczna i to nie tylko w kwestii wieku emerytalnego. Powinien to być protest przeciwko całej antyspołecznej polityce gabinetu PO-PSL oraz przeciwko obnażającemu fasadowość państwa kłamstwu smoleńskiemu, czy przeciwko wyprzedaży sektora paliwowego, w tym np. Lotosu. Co z tego, że do komisji sejmowej trafił obywatelski projekt zobowiązujący rząd do zagwarantowania polskiej kontroli nad tą spółką. W tym sejmie i tak przepadnie.

By coś się naprawdę zmieniło, w Warszawie musi być drugi Budapeszt jak to niegdyś barwnie określił prezes PiS. Piętnaście, trzydzieści tysięcy sukcesu Orbana nie powtórzy. Tym bardziej, jeśli „Solidarność” będzie się kompromitować tak jak we wrześniu zeszłego roku, gdy szumnie zapowiadany dzień protestu okazał się jego karykaturą. Związkowcy przyjechali, przeszli się ulicami miasta, pogwizdali w gwizdki i pojechali. Tusk i jego komanda zrywali boki ze śmiechu.

Jeśli jednak będzie to tak jak do tej pory, to może to robić „do końca świata i jeden dzień dłużej”, jak mawia pewien salonowy mentor. Władza z uśmiechem politowania powie tylko „Siema”.

 „Warchoły” z „Solidarności”

„Solidarność” tym razem, takie padają przynajmniej deklaracje, nie zamierza jednak już odpuszczać i będzie protestować aż do skutku, nawet podczas Euro 2012, dumy pana premiera i pani ministry sportu Muchy.

Świetny pomysł, taki protest w czasie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej mógłby się okazać skuteczny, ba, sama jego groźba może być już nadspodziewanie skuteczna. Nic więc dziwnego, że związkowcom już się oberwało i że zanim do czegokolwiek doszło „autorytety” zaczęły ich rozstawiać po kątach. „To jest droga do kompromitacji tej organizacji, która nosi nazwę tak dumną. Bo proszę sobie wyobrazić, co Polacy sobie pomyślą, pomyśleliby, gdyby takie warcholstwo miało miejsce.”- oświadczył Leszek Balcerowicz, który niewątpliwie jest „autorytetem”.

„Warcholstwo” to mocne słowo, ale przecież wypowiada je nie kto inny jak główny autorytet ekonomii marksistowskiej, sam towarzysz profesor Leszek Balcerowicz z byłego Komitetu Centralnego formalnej nieboszczki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dziś prezes Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Niewykluczone, że jeśli sytuacja się zaogni, cofniemy się jeszcze bardziej, niż do czasów tow. Wiesława, czy gen. Jaruzelskiego, gdy „warchołów” zastąpiły będące bardziej na czasie „elementy antysocjalistyczne”, choć była to oczywiście jedynie kosmetyka, bo i na tych i na tych pałek zomowskich nie zabrakło.

Reżyser terapii szokowej realizowanej pod batutą innego profesora, Geoffreya Sachsa, która doprowadziła do bankructwa wiele firm i przyniosła ludziom utratę dorobku całego życia, może zawsze polecieć innym klasykiem, tow. Cyrankiewiczem. Ten podczas wypadków poznańskich w 1956 r. nie pozostawiał niedomówień: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podwyższenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny.”

Cytat stary, ale iście uniwersalny, do zastosowania nawet w naszym państwie prawa rządzonym piąty rok przez Partię Miłości. Przecież Donald Tusk, reprezentujący władzę ludową, pochodzącą od ludu, który Platformę Obywatelską wyniósł do władzy, z całych sił walczy, zgodnie z hasłem PZPR by „partia rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio”. Platforma hasło przystosowała do nowych czasów i dziś brzmi ono: „By żyło się lepiej. Wszystkim”. Chce by było bardziej demokratycznie i władza była bliżej obywatela, stąd wzrastająca ilość podsłuchów, w czym nie mamy równych w całej Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś tego nie widzi, to jest matołem i złoczyńcą politycznym, którego należy przykładnie ukarać.

Wielki sukces rządu

Coś się komuś nie podoba? W PRL przecież drożał chleb, ale na szczęście taniały lokomotywy. W PRL-bis drożeje wszystko, ale na szczęście można bezpłatnie wypożyczać książki z bibliotek, gdyż odważny premier przeciwstawił się tu całej Unii Europejskiej. Co prawda za wypożyczenie książek nie płaci się także w Belgii, Holandii, Niemczech, Austrii, Francji, Szwecji, Finlandii, czy Włoszech, ale czy ludzie u nas o tym wiedzą? Skąd! Rodzi się więc mit premiera, który sam w pojedynkę obronił polskie biblioteki, co jest taką samą prawdą jak to, że Wałęsa sam, w pojedynkę obalił komunizm. A że jednocześnie Tuskowi zabrakło odwagi, by ująć się za Węgrami, na które Unia nałożyła daniny? Zrozummy człowieka. Z „bratankami” trzeba ostrożnie, śni im się, jak kiedyś Lechowi Kaczyńskiemu, jakaś Europa Ojczyzn z silnymi państwami, a Frau Angela, której Tusk jest wiernym dworzaninem, tego nie lubi.

Często dochodzę do przekonania, że ludzie są niewdzięczni wobec swoich dobroczyńców. Dają koalicji rządzącej coraz mniejszy kredyt zaufania, mimo że ministrowie z ich szefem na czele dwoją się i troją. Przecież nawet minister Sławomir Nowak w supermodnych butach doglądał budowy autostrad. I doprawdy nie jest jego winą, że gdy po nich pochodził, to popękały.

Archeolodzy jak „amerykańscy imperialiści”!

Donald Tusk przyznał ostatnio, że wiele dróg nie będzie gotowych na Euro. Były powodzie – mówił, a wtórował mu w Sejmie dzielnie minister Nowak, który do winnych za brak dróg dorzucił jeszcze w Sejmie ulewne deszcze oraz, uwaga, liczne stanowiska archeologiczne na trasie inwestycji. Co to by było, gdybyśmy żyli np. we wstrząsanych powodziami Chinach, czy Egipcie, w którym o archeologów można się potykać? Nie powstałby przecież ani jeden metr drogi. Zawsze było być coś: a to by padało, a to by wiało, a to by kopali w ziemi. A rząd by ubolewał, że on wszystko dla ludzi, że ma świetnych ministrów, tylko klimat jest fatalny i obiektywne trudności przeszkodziły. Kiedyś amerykańscy imperialiści zrzucali złośliwie stonkę, dziś krecią robotę robią, nomen omen, archeolodzy.

Protoplastka Platformy, Unia Wolności, w wyborach parlamentarnych w 1997 r. gwarantowała: „Mądry wybór, lepsze życie”. Stworzyła koalicję z AWS. Takiej wyprzedaży majątku jak wtedy nikt nie przebił.

Platforma w 2007 r. apelowała, że „Polska zasługuje na cud gospodarczy”. Miał być, jak to w postpeerelu, „wielki zasiew, bujne plony, radość ludu”. Zostało „umieranie przed terminem” i bezpłatne wypożyczanie książek z bibliotek.

Julia M. Jaskólska

artykuł opublikowany w „Kurierze Chicago” z 23-29.03.2012

Za;  http://jakuccy.pl/glupi-wybor-gorsze-zycie/

Dodaj komentarz