Cichy podbój Europy – rozmowa z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK

Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Małgorzata Goss

Europejski system bankowy został ponownie zasilony przez Europejski Bank Centralny pożyczką na blisko 530 mld euro. To kolejna wielka pożyczka po tej z grudnia na blisko 500 mld euro…

– To jest już druga transza tzw. LTRO, czyli długoterminowych kredytów płynnościowych. Tym razem kwota wyniosła 529 mld euro i co ciekawe, zgłosiło się po nią aż 800 banków, prawie dwa razy więcej niż w grudniu (wtedy było to 489 mld euro dla 500 banków). To dowodzi, w jak złej kondycji są europejskie banki i jak bardzo potrzebują poprawienia bilansów. Zaskakujące, że EBC nagradza banki za chciwość, hazard i podejmowanie nadmiernego ryzyka, dając tym samym swoistą gwarancję bezkarności na przyszłość. Te pieniądze banki otrzymały po części w prezencie, ponieważ EBC pożyczył je na 1 proc. na 3 lata, gdy inflacja w strefie euro wynosi 2,6 procent. Widać też, które banki są w najtrudniejszej sytuacji. Otóż 116 mld euro z tej kwoty wzięły banki włoskie, a rekordzistą okazał się Intessa San Paolo, który pobrał aż 24 mld euro. Przypomnijmy, że z poprzedniej puli do banków włoskich trafiło 50 mld euro. Kredyty płynnościowe to „gorący pieniądz”, niebezpieczny dla gospodarki. Oprócz tego, że służy do skupowania obligacji krajów euro, w tym toksycznych aktywów greckich, hiszpańskich i portugalskich, to pompuje także bańki spekulacyjne.

Dlaczego właśnie teraz EBC pożycza bankom?

– Ponieważ porozumienie z Grecją nie zażegnało kryzysu zadłużenia. Sytuacja w sektorze bankowym jest dramatyczna. Banki włoskie mają w portfelach obligacji włoskich na 270 mld euro, banki hiszpańskie ulokowały 250 mld euro w hiszpańskich obligacjach, a jednocześnie europejskie banki muszą zrolować i oddać w tym roku wierzycielom aż 780 mld euro. W niektórych bankach długi dziewięciokrotnie przekraczają aktywa własne. Mało tego, straty sektora za ubiegły rok z tytułu nietrafionych inwestycji wyniosły 300 mld euro. Doszło do tego, że np. duże banki francuskie, jak Société Générale, były niżej wyceniane na giełdach niż Dom Mody Hermes produkujący apaszki i torebki. Na rynku zaś banki muszą konkurować o pieniądze z zadłużonymi krajami, których potrzeby pożyczkowe na bieżący rok wynoszą prawie 2 bln euro. Dlatego EBC próbuje ratować sytuację przez faktyczny dodruk pieniądza. Sektor bankowy dostał już w obu transzach ponad bilion euro, ale do uspokojenia sytuacji potrzeba 2 bln euro, więc można się spodziewać kolejnych transzy płynnościowych.

Obecny szczyt UE jest poświęcony pobudzeniu wzrostu w Europie. Czy zasilanie sektora bankowego przez EBC będzie sprzyjało wzrostowi?

– Nie, ponieważ te pieniądze nie trafiają do realnej gospodarki. Żaden bank nie udziela przedsiębiorcom kredytu na 1 procent. Te środki pozostają w systemie bankowym i są wykorzystywane w celach spekulacyjnych. Okazało się niedawno, że kilkanaście banków globalnych, w tym kilka europejskich, manipulowało stopą LIBOR, która jest podstawą wyceny wszystkich produktów finansowych na świecie. Te kilkanaście banków ustalało sztucznie tę stopę i w ten sposób manipulowało na wielką skalę instrumentami finansowymi wartymi 360 bln dolarów! Komisja Europejska właśnie powołała grupę roboczą mającą zbadać, czy te banki w ogóle są bezpieczne. Tak europejska gospodarka zatem nie skorzysta z tych pieniędzy, EBC dotuje wyłącznie banki. Banki przeznaczają te środki na zakup obligacji (czyli pożyczają rządom), nadmuchując bańki na rynku obligacji. Lokują też w tzw. certyfikaty surowcowe, czyli spekulują na derywatach surowcowych. Prowadzą spekulacje walutowe. Nie chcą kredytować gospodarki, ba, nie chcą nawet pożyczać sobie wzajemnie. Wytworzył się zamknięty krąg: zadłużanie się – kreowanie pod te długi nowego pieniądza – zaciąganie kolejnych długów itd…

Czy realna gospodarka może się bronić przed dewastującą działalnością banków?

– Trafnie określił to zjawisko Jarosław Kaczyński, pisząc, że „rynki finansowe i spekulanci kryzysem się żywią…”. Sektor finansowy robi na kryzysie świetne interesy. Jeśli dobrze obstawi się krach Portugalii, można zbić kokosy. Obywatele tracą wpływ na los swoich krajów, jak dowodzi upadek Grecji i utrata przez nią suwerenności gospodarczej. Dziś nie trzeba dywizji pancernych, żeby zająć kraj i go okupować. Rządzi ten, kto kreuje pieniądz, a zatem rządzą banki i EBC. Rothschild, magnat finansowy, mawiał: „Dajcie mi prawo kreowania pieniądza, a nie będę dbał, kto sprawuje władzę”. Ów nadmiar pieniądza objawia się inflacją, która pożera dochody i oszczędności ludzi i przedsiębiorstw.

Czy Polska, pozostając poza eurostrefą, jest także narażona na te negatywne wpływy?

– Polska jest idealnym przykładem, jak gorący spekulacyjny pieniądz pompuje walutę. Złoty umocnił się w ciągu 2 miesięcy bardziej, niż osłabił przez cały ubiegły rok. Utraciliśmy de facto kontrolę nad walutą. Zagraniczne instytucje, obracając tym pustym, inflacyjnym pieniądzem, mogą pozwolić sobie na przejmowanie naszych aktywów. To nie przypadek, że bank Santander, pochodzący z państwa na skraju bankructwa, kupił od Belgów BZ WBK. Obcy kapitał trzyma już w ręku 85 proc. banków w Polsce, podczas gdy w Niemczech udział obcego kapitału w tym sektorze wynosi 5 proc., a we Francji i Holandii 10 procent. Jest jeszcze trochę aktywów do przejęcia: PKO BP, firmy energetyczne (Tauron, PGE), pozostałości w PZU. Te gorące pieniądze będą ogołacać kraje z realnych aktywów, spychając je do rangi protektoratów. Tylko powrót do mechanizmów demokratycznych i silnego państwa może temu zaradzić. Na razie jest na odwrót: państwa i narody poświęca się na rzecz ratowania sektora bankowego. Świadczy o tym przyjęcie paktu fiskalnego i niechęć do stworzenia nowego planu Marshalla dla krajów dotkniętych niewypłacalnością. Owszem, jest plan, ale dla banków, żeby kupiły sobie obligacje tego bankrutującego kraju. To absurd ekonomiczny, że toksyczne aktywa stają się podwaliną kreacji nowego pieniądza.
Dzisiaj najważniejsze jest mieć w ręku konkretny majątek, a nie euro. Władza powinna starać się ograniczyć napływ gorącego spekulacyjnego pieniądza do kraju. Szacuje się, że w ubiegłym roku napłynęło do Polski aż 25 mld euro kapitału spekulacyjnego, czyli kapitału, który może być wycofany w 5 minut! W tym roku, jak wskazują pierwsze dwa miesiące, padnie rekord. Rząd cieszy się, bo może udawać, że ma mniejsze zadłużenie, tymczasem przy takiej skali napływu jest to bardzo niebezpieczne.

Czy zadłużone kraje eurostrefy – Portugalia, Hiszpania, są do uratowania?

– Nie ma ratunku dla tych krajów. Podążają drogą Grecji i podzielą jej los. Światowe media obiegło zdjęcie portugalskiego ministra w pozycji wpółzgiętej, prawie na klęczkach przed Scheublem. Prosi on niemieckiego ministra finansów, żeby teraz zajął się Portugalią. Grecki mechanizm będzie też najprawdopodobniej zastosowany w Hiszpanii. Dokonuje się zatem likwidacja suwerennych państw w strefie euro i powstaje nowy europejski ład, z hegemonem niemieckim na czele i pozapolitycznymi ośrodkami władzy.

Dziękuję za rozmowę.

—————————————————————

Za; http://naszdziennik.pl

Dodaj komentarz