„Żeby emerytura była godziwa, jest konieczne – przejście na emeryturę na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa” – min.finansów -W.Rostowski

Suma wszystkich kryzysów

– Ty wiesz – rzecze nadwiślański prosiak do kolegi przy korycie – że jak nas już utuczą, to wkrótce potem zarżną? – E, tam – słyszy w odpowiedzi. – Nie wierz w teorie spiskowe. 

Dowcip z długą brodą. Ale najdziwniejsze jest to, że nadwiślański „salon” tresuje Polaków tak skutecznie, że wielu w żadne spiski wciąż nie wierzy.

Gdziekolwiek głowy zwrócą, tam natykają się na same przypadki. Czy to w ochronie zdrowia, czy to w wymiarze sprawiedliwości, wreszcie w kwestiach gospodarczych. Przypadek ściga przypadek, przypadkiem poganiając, strach otworzyć skrzynkę na listy.

Natomiast ludzi tuskoidalnych, strzegących politycznej i medialnej maszynerii wytwarzającej „przypadki”, naiwniacy nie dostrzegają i dostrzec nie chcą.

Na wstrząsające realia III RP pozostają ślepi niczym krety.

 FASCYNUJĄCA PERSPEKTYWA

Mnie osobiście najciekawszym przypadkiem wydaje się sam fakt pozostawania na premierowskim stolcu miłościwie nam panującego Donalda Tuska.

Ciekawe, jak długo prawdziwi mocodawcy tego człowieka pozwolą mu cieszyć się władzą po zaordynowaniu narodowi tak zwanej „reformy emerytur”. Które to określenie wydaje się jedynie niestarannie zakamuflowaną formą „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej” – bo można w tych kategoriach traktować pomysły podniesienia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 lat.

Polacy – zdaniem naszych nadzorców – mają jak najwcześniej zaczynać pracę zawodową, w jej trakcie bez protestów pozwalać łupić się do gołej skóry i jak najpóźniej tę harówkę kończyć. Zaraz potem masowo kładąc się do trumien. Już blisko osiemdziesiąt procent zarobków, w postaci rozmaitych danin, zabiera nam państwo, przekonując, że lepiej niż my wyda nasze pieniądze, sporą część przeznaczając na urzędniczą karmę.

Zatem jak długo powinien żyć obywatel Rzeczypospolitej? Otóż, niezbyt długo. Dokładnie takie rozstrzygnięcie padło z ust nie byle jakich, a dzięki przekazom internetowym rozlało się po kraju echem, nieobecnym w salonowych mediach. Powtórzmy więc to ważne przesłanie:

„Żeby emerytura była godziwa, no to niestety – mówmy o przykrych rzeczach, ale jest to konieczne – przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa”

rzekł był pan Rostowski, nie wiedzieć czemu przez niektórych nadal uważany za polskiego ministra finansów. 

Przymus odkładania na emeryturę, po to, by po przejściu na zasłużony odpoczynek przeciętny Polak mógł „poużywać” sobie życia przez cztery lata, większość tego czasu spędzając zapewne w kolejkach do lekarzy bądź na szpitalnych łóżkach – czyż to nie fascynująca perspektywa?

 PAŃSTWO W ROZKŁADZIE

Ani chybi dostrzegł tę perspektywę Waldemar Pawlak, z zaiste niebywałą jak na tego polityka ekspresją oświadczając, że

nie wierzy w państwowe emerytury„,

a sam stara się oszczędzać, zdając się też na dobre relacje z dziećmi.

A wszystko to ponieważ

wydaje mi się, że to będzie pewniejsze niż te różne państwowe chimeryczne rozwiązania„.

Proszę to skrupulatnie porównać: z jednej strony rząd, ponownie mieszający w łepetynach plebsu zapewnieniami o „godziwych emeryturach”, z drugiej wicepremier tegoż rządu, deklarujący niewiarę w te zapewnienia.

Wniosek? Wniosek zredagował przed laty Stanisław Michalkiewicz:

„Smród wywołany rozkładem państwa po prostu zapiera dech, ale wszyscy udają, że tego nie zauważają, usiłując zachowywać się, jak gdyby nigdy nic”. 

Ten smród rozłazi się po naszej Ojczyźnie, choć jej dzisiejsi włodarze udają, że to tylko letni zefirek wieje. Ich poprzednicy zawłaszczyli naszą przeszłość, oni zakłamują teraźniejszość, ich następcy zamierzają ukraść nam przyszłość.

Uczciwi jak Michał Boni i szczerzy niczym konferencje prasowe Jerzego Urbana, budują swoje dobre samopoczucie na niegodziwości, gwałcąc nasze myśli i sumienia. Prąc konsekwentnie do oczekiwanego finału, który na ostatnim sabacie tuzów lewicowej myśli (elita lewicy plus doradca prezydenta RP ds. historii i dziedzictwa narodowego) zgrabnie nakreślił Janusz Palikot:

Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości”. 

***

No i co tam w Polsce słychać? – pyta polonus przez telefon rodaka w kraju.
– W sumie mam tylko dwie wiadomości, dobrą i złą.
– Zacznij od złej.
Mój zakład pracy sprywatyzowali, a nowy właściciel zwolnił wszystkich i zamknął interes. Dom zajął komornik. Po siedmiu miesiącach oczekiwania na wizytę u kardiologa, babcię dopadł śmiertelny zawał. Mama chora, a my nie mamy pieniędzy na wykupienie leków. Córka siedzi w domu, bo nie stać nas na opłacenie jej dojazdów do szkoły. Synowi odmówili niestandardowej chemioterapii i jego stan pogarsza się dramatycznie… 
– A ta dobra wiadomość?
Na szczęście nadal rządzi Tusk, a nie ten wstrętny Kaczyński! 

——————————————————————–

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl

Za; http://goniec.net/111.pdf – Piatek – 24 lutego 2012 – Toronto – Canada


Dodaj komentarz