Wiek emerytalny – prof. dr hab. S. Ryszard Domański

Zapowiedziane w expose Pana Premiera Donalda Tuska wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, równo dla kobiet i mężczyzn, nagłością i pryncypialnością dokładnie podanych liczb przypomina czas, gdy „ni z gruszki ni z pietruszki” ogłosił on we wrześniu 2008 roku, że wstępujemy do strefy euro w 2011 roku.

Oczywiście, nie można mieć o to żalu wyłącznie do samego Pana Premiera, bo ten jako laik jako rację stanu ogłosi wszystko, co podsuną mu dobrani przez niego fachowcy. Naszym obowiązkiem jednak pozostaje zadanie pytań i sformułowanie komentarzy, jak wtedy, gdy Pan Premier wieszczył wstąpienie do strefy euro, tak i teraz, gdy Gazeta Wyborcza z 3 stycznia 2019, ujęta urokiem liczby 67, podaje z dokładnością do jednego miejsca po przecinku, ile budżet zaoszczędzi miliardów w roku 2041 (sic!), gdy postulowany wiek emerytalny zostanie zrealizowany ostatecznie.

Gdy więc rzecznicy wydłużenia wieku emerytalnego – jak np. architekt nieszczęsnej reformy OFE Marek Góra w Rzeczpospolitej z 9 grudnia – mówią o pożytkach z tego płynących dla wzrostu PKB („to praca tworzy dobrobyt”) , dla dochodów z pracy dłużej zatrudnionych, dla powiększenia siłą tego faktu sumy składek i w efekcie zwiększenia emerytury, to ekonomista musi wtedy zapytać:

Po pierwsze, jak kształtuje się płaca i wydajność pracy w funkcji wieku pracownika?

Idealnie, zgodnie z pryncypiami teorii ekonomii i zasadami gospodarki rynkowej, wynagrodzenie pracownika równe jest krańcowej produkcyjności pracy. Zasadne jest twierdzenie , że po osiągnięciu pewnego maksimum w przedziale wieku 40-55 lat, w zależności od wykonywanego zawodu, (zwraca na to uwagę np. Gary Becker w swoich studiach nad kapitałem ludzkim), wydajność zatrudnionych spada, gdy ich płace, obwarowane normalnymi w cywilizowanym świecie regułami, cechuje pewna sztywność .

W efekcie przedłużanie okresu zatrudnienia może doprowadzić do takiej sytuacji, gdy wydajność krańcowa zacznie być niższa od płacy a więc „z danego nakładu kapitału” (wyłożonego na stworzenie miejsca pracy) osiągany jest efekt produkcyjny niższy od tego nakładu. W konsekwencji, po pierwsze – w skali makro otrzymuje się po stronie PKB efekt niższy od potencjalnego; po drugie – kreuje się lukę inflacyjną właśnie z tytułu produktu krańcowego pracy niższego od płacy.

Zamyka natomiast możliwości zatrudnienia młodszym, których wyższa – i do pewnego wieku rosnąca, jak podaliśmy – wydajność pozwoli otrzymać produkt stanowiący pokrycie i dla ich płacy i dla emerytury wypłacanej osobie, która miejsce pracy zwolniła. Dodajmy tylko, że mówiąc o wydajności pracy nie mamy przed oczyma tylko robotnika stojącego przed strugarką – ale wszystkie możliwe prace, włącznie z pracą w urzędach dla dobra obywateli.

Wydłużenie zatem wieku emerytalnego do 67 lat może przynieść, z tytułu zwykłych zależności biologiczno -techniczno-ekonomicznych, więcej szkody po stronie PKB (któremu to wzrostowi ma rzekomo służyć), niż pożytku.

Ciekawe byłoby wiedzieć, czy eksperci piszący teksty dla Pana Premiera mieli porachowane owe funkcje regresji wydajności pracy w zależności od wieku pracowników w podziale na wykonywane zawody i rodzaje prac. Zdajemy sobie sprawę z występujących trudności pomiaru – ale starać się trzeba.

Po drugie, trzeba by ocenić roztaczane – jako owocne – widoki wydłużenia wieku emerytalnego do 67 roku życia w kontekście rzeczywistej sytuacji na rynku pracy w Polsce; sytuacji kreowanej od wielu lat przez agresywną politykę monetarną, łącznie z jej skutkiem w postaci sekularnie wysokiego poziomu bezrobocia w Polsce. Jeśli więc np. Marek Góra pisze, że:

„Stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego, częściowo przynajmniej przywracające fundamentalny sens istnienia systemu emerytalnego, jest najbardziej racjonalnym działaniem, jakie możemy podjąć” (Rzeczpospolita, 09 grudnia 2011) to musimy zadać pytanie, czy oznacza to, że dajemy gwarancję i pewność zatrudnienia osobom starszym, aż do osiągnięcia przez nie wieku 67 lat? Czy też raczej – co podejrzewamy – chodzi Górze o dwie zupełnie inne sprawy.

Po pierwsze, o saldo rachunku wydatków, na okresowe przecież tylko, zasiłki dla tych bezrobotnych starszych ludzi, którzy stracą pracę po ukończeniu 60-tego albo 65-tego roku życia, a którym chce Góra wstrzymać wypłaty comiesięcznych emerytur, aż osiągną wiek 67 lat. Otóż Polacy, doświadczywszy już rozbieżności między celami deklarowanymi potoczystymi słowami „reformatorów” systemu gospodarczego Polski a celami faktycznie realizowanymi, mogą się obawiać, że w całym tym manewrze z wiekiem emerytalnym chodzi właśnie o to, żeby przyspieszyć wymieranie osób, które miałyby się utrzymywać z zasiłków dla bezrobotnych zamiast z należnych emerytur, na któremusieliby jeszcze poczekać

Nasuwa się podejrzenie, że Marek Góra (choćby mimowolnie) lobbuje na rzecz mechanizmu, który ma ostatecznie sprzyjać napędzaniu zysków towarzystw emerytalnych, którym wybitnie zmniejszy się liczba osób pobierających emerytury z nagromadzonych składek.

Konkludując, musimy stwierdzić, że postulując wydłużanie wieku emerytalnego kreuje się otwarcie wyrażaną, ale nie usprawiedliwioną nadzieję na przyrost PKB ; ponadto kreuje się obłudną obietnicę powiększania emerytur, gdy faktycznie chodzi o obniżenie wydatków emerytalnych przez zastąpienie ich okresowo tylko płaconymi zasiłkami dla bezrobotnych i, ostatecznie, podniesienie zysków towarzystw emerytalnych w ok. 90% pozostających w rękach obcych właścicieli.

W tym kontekście można by zacząć myśleć o wydłużaniu wieku emerytalnego pod warunkiem całkowitej likwidacji obecnego, opartego na przymusie administracyjnym systemie OFE i zastąpić go – śladem zdaje się Węgrów – systemem rynkowym o całkowicie dobrowolnym uczestnictwie w systemie indywidualnych, prywatnych, funduszy emerytalnych.

O obłudzie „implicite” może nie mówilibyśmy, gdyby reforma polegająca na wydłużeniu wieku emerytalnego szła w parze z fundamentalnymi zmianami w polityce monetarnej, a ta zaczęła służyć walce z inflacją przez sprzyjanie wzrostowi podaży i konkurencji na rynku , a nie utrwalaniu inflacji przez hamowanie podaży i nowych wejść na rynek, jak to ma miejsce od ponad już 20 lat.

Choć to może wydawać się dziwne, to reformę systemu emerytalnego należałoby rozpocząć od wymiany kierownictwa NBP (co prawnie nie takie trudne w świetle sposobu powołania jego obecnego prezesa) oraz członków RPP, wraz z jej „twardzielami” o pisowskiej proweniencji.

Po trzecie, gdy mowa o zmianach w systemie emerytalnym i likwidacji tzw.przywilejów branżowych”, ich rzecznicy sięgają do kapeluszy z królikami opatrzonymi etykietką „równość” i „sprawiedliwość”.

Oto pani profesor Danuta Koradecka, szefowa Centralnego Instytutu Ochrony Pracy stwierdza autorytatywnie (cytowana przez Gazetę Wyborczą z 3 stycznia 2012), że

„wiek emerytalny powinien być równy dla wszystkich”,

a wtóruje jej dr J. Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych, argumentujący tamże, że

„nie można wyłączać poszczególnych grup, w tym rolników z systemu, bo część społeczeństwa może się czuć jak frajerzy, którzy muszą dłużej pracować”.

Jak wiadomo, postulaty te zgłaszane są na tle szerszej kampanii wymierzonej w tzw. „służby mundurowe” albo „przywileje” branżowe.

Wypada jednak zapytać rzeczników takich propozycji, czy dysponują tablicami średniego okresu dożywania według zawodów i rodzajów wykonywanych prac.

Jaka jest więc średnia długość życia górnika, żołnierza, policjanta, strażaka, ba, rolnika i dziennikarza? I jaki jest dalszy okres dożywania, gdy osiągają kolejne progi wiekowe?

Takich danych nie mamy , ale takie dane powinien mieć Centralny Instytut Ochrony Pracy oraz Instytut Spraw Publicznych, zanim zaczną oczekiwać, że głos ich szefów może zostać potraktowany poważnie. Może bowiem okazać się, że tzw. „uprzywilejowani” na emeryturę nie „wybiorą się ” zanim nie umrą (ku radości tych, którzy boleją nad wydłużeniem się średniej długości życia od czasu XIX -wiecznych reform emerytalnych Bismarcka).

(ciąg dalszy w następnym numerze EEM)

Prof. dr hab. S. Ryszard Domański  –  2012-02-04

http://www.monitorekonomiczny.pl/?

—————————————————————

Redakcja tekstu i podkreślenia przez wytłuszczenia tekstu – emjot

Dodaj komentarz