Drakula w banku krwi – Krzysztof Ligęza

Ostatnie rozstrzygnięcia autorstwa tandemu Merkel-Sarkozy oraz niezwykle pospieszna gloryfikacja tych rozstrzygnięć przez europoidów lżejszego sortu, każe człowiekowi przyzwoitemu wnioskować, że rozum nie ma szans w umyśle głupca. 
 W rzeczy samej, nie ma wcale. No bo skoro ludzie, paradujący z zaciśniętymi na szyjach pętlami „nowoczesności” oraz „postępu”, uparli się, by o kwestiach gospodarczych wewnątrz ich państw narodowych decydowali niewybieralni unijni biurokraci, na dodatek sprawnie tresowani przez Berlin, to albo ludzie ci szwendali się po budowach bez kasków i coś ciężkiego na łby im pospadało, albo są fanami zamordyzmu. Tertium non datur. 

 TRAGICZNY BŁĄD 

Tak czy inaczej, europejska unia monetarna przepoczwarza się szybciej, niż można byłoby się tego spodziewać. Przepoczwarza, ujawniając wrzodziejące oblicze totalitarnego monstrum, w oślepiającym blasku fleszy i przy ogłuszających wodogrzmotach pustosłowia.

Kolejną odsłonę owego upiornego spektaklu będziemy mieli okazję obserwować za kilka tygodni, gdy  paneuropejscy mędrcy po raz n-ty spotkają się, by „ratować europejskie finanse”. Znowu usłyszymy o „przełomie”, „zadowoleniu”, „harmonijnych działaniach” oraz „dążeniu do finansowej stabilności” i w tych okolicznościach mało kto skłonny będzie przypominać, że najwięksi europejscy gracze, mało, że w najważniejszych kwestiach dogadują się między sobą, całkowicie ignorując struktury unijne, to na dodatek konsolidują siły, by w znaczącym stopniu ograniczyć budżet UE na lata 2014-2020. Nie podejmując żadnego ryzyka popełnienia błędu można założyć, że te postulaty zostaną zrealizowane w obszarze, z którego dotąd czerpały kraje Europy Środkowej i Wschodniej.

To między innymi z tego powodu pakt fiskalny czeski prezydent Vaclav Klaus nazwał prosto z mostu „tragicznym błędem„. I zaraz potem dodał:

Ten pakt opiera się na założeniu, że ludzie są nierozważni i że ktoś w Brukseli jest mądrzejszy od nich. To nie jest prawda”.

Człowieka rozumnego zniewala głupota i naiwność europoidów. Najpierw pozwolili siebie przekonać, że wspólna waluta uchroni Europę przed kryzysami finansowymi. Skisło. Teraz karmieni są iluzją świetlanej przyszłości, która jakoby nastąpi natychmiast po konkretyzacji unii politycznej pod berłem Berlina, czyli po zamianie dżumy na cholerę. Tym sposobem propagandowa fikcja, nieustannie futrowana przez trzymane na kredytowych smyczach koncerny medialne, trwa w najlepsze, miesiąc po miesiącu przekształcając się w najczarniejszy koszmar.

 WAMPIRZA KONKLUZJA 

Przed dwoma tygodniami przytoczyłem w tym miejscu opinię premiera Węgier, którego brukselska międzynarodówka właśnie usiłuje nabić na rożen politycznej poprawności, by w następnej kolejności zgrillować (i jego, i Węgrów) w ogniu kulturowego marksizmu. Mianowicie w rozmowie z Janem Pospieszalskim Viktor Orban zauważył, że światowy kryzys gospodarczy jest sumą kryzysów moralnych pojedynczych ludzi. Dziś dowiaduję się, że nie kto inny jak sam Jacques Santer (przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1995-1999), czyli człowiek, który wraz z całą Komisją musiał podać się do dymisji z powodu nepotyzmu i skandali korupcyjnych, obejmie ster unijnej organizacji, która miałaby zająć się finansową stroną tak zwanego europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego.

Nominację o której mowa, pewien brytyjski eurodeputowany skomentował słowami: „to tak, jakby na czele banku krwi postawić Drakulę”. Znakomita metafora, trafiona, jak to się mówi, „w punkt”. No, ale rzeczywisty stosunek „Brytoli” do europejskiej integracji zaprezentował Europie premier Cameron, pokazując figę i Unii, i „paktowi fiskalnemu”.

Co prawda optymistycznego przesłania próżno w wampirzej konkluzji szukać, wszelako rzecz wydaje się bardzo na czasie, ponieważ Europa rzeczywiście pęka. Tu nikt poważny nie myśli już serio o tak zwanej solidarności, choć w publicznych wystąpieniach to hasło nadal odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Jednakowoż, jeśli Angela Merkel nie dostanie, czego chce, po dobroci, prawdopodobnie zablokuje dodruk euro. To z kolei uniemożliwi Europejskiemu Bankowi Centralnemu interwencję na rynku obligacji. Wówczas kryzys eksploduje, zaś kluczowe kompetencje fiskalne „europejskiego teatru działań” trafią w dłonie pani kanclerz, która zyska narzędzia, dzięki którym będzie mogła „uratować Europę”. Tym samym polityczna federalizacja Starego Kontynentu pod przywództwem IV Rzeszy stanie się faktem, stając zarazem krajom Europy Środkowej i Wschodniej kością w gardłach.

Polacy zaś, staropolskim obyczajem, obudzą się, gdy na jakikolwiek ratunek dla Polski znowu będzie za późno. 

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl

———————————–

Za; GONIEC, NR 6/2012  – Sroda – 15 lutego 2012; Toronto – Canada

Dodaj komentarz