1. Wprowadzenie: manipulacje wokół kryzysu światowego – prof. dr hab. Artur Śliwiński

2012-02-04

Dziś nie ma już miejsca na wątpliwości, czy wielki kryzys światowy jest potężnym czynnikiem przekształcającym dotychczasowe stosunki gospodarcze i polityczne w świecie.

Jeszcze w latach 2008-2009 przez międzynarodowe instytucje i spotkania (a także przez większość mediów) powtarzana była opinia o krótkookresowym charakterze tego kryzysu, a nawet określano go łagodnym mianem recesji, czyli jako naturalną fazę cyklu gospodarczego. W 2011 roku opinię tę ostatecznie jednak zarzucono, chociaż obietnica względnie szybkiej poprawy sytuacji gospodarczej nadal stanowiła (i stanowi) główny motyw wielu oficjalnych opinii rządowych i „eksperckich”. Przez pewien czas sprawiało to wrażenie, jakby kryzys chytrze uciekał przed zabiegami podejmowanymi w celu jego pokonania.

Takie spojrzenie na kryzys świadczyło przede wszystkim o nikłym zrozumieniu jego skali i charakteru, jak też o niechętnym przyjmowaniu do wiadomości jego prawdziwego znaczenia. To z kolei wykluczało jakąkolwiek możliwość skutecznej walki z kryzysem w skali światowej lub przynajmniej na obszarze Zachodu. Innymi słowy, kryzys nie doprowadził do nieodzownych dla jego przezwyciężenia przewartościowań wiedzy i praktyki, określających główne nurty życia społeczno-gospodarczego w Stanach Zjednoczonych i w Europie.

Rok 2012 będzie prawdopodobnie czas sprawdzianu, rokiem make –or –break.

Niesamowita inercja

Fenomen sygnalizowanej niemożności przezwyciężenia kryzysu bez przesady można określić mianem niesamowitej inercji, czyli niemożności wyrwania się z pułapki dotychczasowych schematów myślenia, praktyki politycznej oraz mechanizmów gospodarczych. W perspektywie pogłębiających się trudności egzystencjalnych, rosnących dysproporcji materialnych oraz konfliktów międzynarodowych, kiedy to kryzys przybiera postać globalnej katastrofy ekonomicznej, jest to fenomen o kluczowym znaczeniu.

Śledząc dotychczasową „walkę z kryzysem” jest stosunkowo można wnioskować, że również w 2012 roku pod tym względem nie należy oczekiwać żadnej zmiany. Niektórzy analitycy kryzysu są tym fenomenem inercji tak rozczarowani, że konieczne przewartościowania dedykują następnemu pokoleniu przywódców politycznych i gospodarczych.

Podstawowe znaczenie mają więc dwa fakty. Pierwszy, iż przełom może nastąpić jedynie przez głębokie załamanie się podstawowych elementów konstrukcji Zachodu, a nie dzięki wysiłkom zmierzającym do jej przebudowy. Nie jest to myśl przyjemna, lecz niestety czynnik zachowawczy okazuje się tak silny, że zbliża nas do utraty instynktu samozachowawczego. Drugi fakt ma szczególny charakter. Perswazja oraz protesty wobec niemal samobójczej polityki głównych ośrodków politycznych i finansowych świata zachodniego przynoszą mierne rezultaty. Niekiedy, wręcz przeciwnie, wyzwalają kontrakcje represyjne. To powinno wywoływać największy niepokój: okazuje się, że nie działają skutecznie żadne mechanizmy autoregulacyjne (zarówno polityczne jak i ekonomiczne).

Fałszowanie kryzysu

Dopiero na tym ogólnym tle można rozpatrzyć problemy związane z fałszywymi interpretacjami obecnego kryzysu. Interpretacje te nie są jedynie rezultatem zamierzonych, tendencyjnych zabiegów opiniotwórczych. W znacznej części wynikają one ze słabości współczesnej wiedzy ekonomicznej, która „podpowiada” wyjaśnienia teoretyczne, których zastosowanie do obecnego kryzysu światowego jest wysoce wątpliwe. Śmiało można powiedzieć, że wiedza ta nie znajduje się na zewnątrz kryzysu, lecz jest jego komponentem (głośno mówi się o kryzysie ekonomii). Idąc dalej, wiele z mocno wątpliwych interpretacji kryzysu sięga do arsenału analizy finansowej, której wartość poznawcza i poziom teoretyczny są stosunkowo niewielkie. Analiza finansowa została utworzona na użytek instytucji finansowych, więc nie można się dziwić, że umożliwia ona postrzeganie świata głównie przez pryzmat zjawisk finansowych. Jej znaczenie jednak zostało tak wyolbrzymione, że przesłoniła ona nie tylko inne, bardziej dojrzałe i usystematyzowane widzenie rzeczywistości, lecz narzuciła widzenie tej rzeczywistości pod jej kątem użyteczności dla interesów silnych grup finansowych.

Szczególnym odzwierciedleniem takich fałszywych interpretacji – zarówno wypływających ze słabości aparatu poznawczego jak i tendencyjnych – jest „zdefiniowanie” kryzysu jako KRYZYSU FINANSOWEGO. Takie rozumienie kryzysu mogło mieć rację bytu w pierwszych miesiącach obecnego kryzysu światowego, wyłaniającego się z mrocznej (nieuczciwej) praktyki politycznej i finansowej kredytowania hipotetycznego (poczynając od niewypłacalności Fannie Mae i Freddie Mac). Jednakże już w 2009 roku było jasne, że kryzys nie jest wyłącznie zjawiskiem zaburzającym sektor finansowy i jedynie pośrednio uderzającym w inne sektory gospodarcze. Jest niewątpliwe, że sektor finansowy w latach 1980-2009 uległ hipertrofii, ale to nie uzasadnia podobnego zawężenia spojrzenia na kryzys.

Biegunowo przeciwstawną interpretacją obecnego kryzysu jest uznanie tego kryzysu za KRYZYS SYSTEMOWY. Wielu ekonomistów i polityków dzisiaj żongluje równolegle tymi dwoma pojęciami (KRYZYSU FINANSOWEGO I KRYZYSU SYSTEMOWEGO). Sytuacja ta nie jest mniej fałszywa od poprzedniej. Problem polega na tym, że określenie „systemowy” jest zbyt abstrakcyjne, aby mogło służyć poważnym analizom kryzysu światowego. Rozszerza ono jedynie ramy, w których się on mieści. Sygnalizuje, że chodzi o całość, a nie o niektóre fragmenty.

Dlatego sensowne rozważania nad obecnym kryzysem polegają na wypełnieniu tych ram konkretnymi ustaleniami. Na to – odczytując możliwie uważnie dostępne opracowania naukowe i dokumenty – składają przede wszystkim dwa aspekty. Pierwszy aspekt, nadający pojęciu systemowości konkretny charakter, to aspekt instytucjonalny. W tym znaczeniu dzisiejszy kryzys jest kryzysem tak głębokim, że dotyczy instytucji politycznych i gospodarczych, a szerzej – ustroju społeczno-gospodarczego. Odpowiada to w przybliżeniu pojęciu kryzysu stosowanemu przez Kondratiewa w rozważaniach nad wielkimi cyklami koniunkturalnymi. Drugi aspekt, nadający pojęciu systemowości wymiar historyczny, wydobywa na światło dzienne aspekt cywilizacyjny.

Kluczowym problemem rozumienia kryzysu cywilizacyjnego jest problem KRYZYSU MORALNEGO.

Warto zastrzec, że w obecnych okolicznościach przeciwstawianie aspektu instytucjonalnego i aspektu historycznego jest raczej jałowe. Dzisiejszy kryzys jest procesem niezwykle złożonym i nic na to nie można poradzić.

Kryzys moralny

Kryzys moralny jest główną przyczyną wspomnianej wcześniej niesamowitej inercji. Służymy następującą anegdotą: Spotyka się trzech ekonomistów. Pierwszy z nich mówi: robię co chcę, moralności nie ma. Drugi zaprzecza: nie mogę się z tym zgodzić, bo wyglądałoby na to, że jestem osobnikiem amoralnym. Trzeci uspokaja: nie kłóćmy się o to; ustalmy, że wszyscy jesteśmy moralni. Sens tej anegdoty podkreśla „pragmatyzm” powszechne przyjmowanego stanowiska we współczesnej ekonomii (oraz ekonomicznej analizie prawa) na zagadnienia etyki. Podobnie jest w teorii zarządzania i w analizie finansowej. Manewr dla działalności oszukańczej jest praktycznie nie ograniczony wymogami nauki i funkcjonowania organizmów politycznych.

Problem etyki jest szczególnie istotny w nauce. Chodzi o dwa zagadnienia. Po pierwsze samo kryterium prawdy (naukowej) jest kryterium etycznym. Ma ono eliminować fałszywe stwierdzenia i opinie, czego z pewnością nie można uznać za sprawę drugorzędną. Jednak prawda nie jest autonomicznym produktem nauki, ponieważ kryterium prawdy musi rozstrzygać nie tylko o znaczeniu poszczególnych twierdzeń czy sądów, lecz odnosić się do złożonych procesów, ich funkcjonowania, a w szczególności do zagrożeń egzystencjalnych i duchowych. Pośrednio więc obejmuje swym zasięgiem wszelkie kwestie egzystencjalne i duchowe. Po drugie, nauka pełni nie tylko funkcje poznawcze, lecz również krytyczne (czyli stanowi organ kontroli społecznej). Nauka zmarginalizowana do „neutralnego etycznie” opisu rzeczywistości zatraca obiektywizm oraz funkcje krytyczne, co właśnie w latach 1980-2010 stało się z ekonomią, zarządzaniem i finansami. To z kolei stworzyło szerokie możliwości dla rozwoju patologii w świecie finansów, stosunków międzynarodowych i polityce w zdecydowanej większości krajów Zachodu.

Dziś widzimy, że nauka stała się narzędziem manipulacji prowadzonych wokół kryzysu. Uległa degradacji.

Omawiane zjawisko jest wyrazem jednego z ważniejszych przejawów KRYZYSU MORALNEGO. Kryzys ten wyróżnia się długotrwałością, a zarazem ma silny wpływ na inne aspekty współczesnego kryzysu światowego. Odejście od amoralnych praktyk finansowych, politycznych, medialnych i innych jest w istocie rzeczy niemożliwe, z jednym tylko wyjątkiem: gruntownej zmiany myślenia i głębokich przemian w życiu wewnętrznym (nawrócenia). Już samo określenie „nawrócenie” wskazuje, jak wielki jest dystans między kontynuacją a przełomem duchowym. Zapewne najlepiej je wyrazić słowem metanoia, które oznacza akt skruchy, pokuty oraz konwersję duchową. Tak rozumiane „nawrócenie” wymaga posiadania i zrozumienia wiedzy naukowej i jej zastosowania w stosunkach społecznych i ekonomicznych.

Dla samej nauki wielki kryzys to piękna rzecz. Stwarza on niepowtarzalną okazję do odrodzenia życia naukowego i odzyskania należnej roli w społeczeństwie.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

http://www.monitorekonomiczny.pl/

Dodaj komentarz