Dramatyczne ubóstwo 2 – prof. dr hab. Artur Śliwiński

Wypaczone poglądy na kwestie ubóstwa biorą się nie tylko z błędnych założeń ekonomicznych czy z niedostatecznej wrażliwości społecznej. Biorą się przede wszystkim z zakłamania.

Ubóstwo w Polsce dramatycznie rośnie. Neoliberalna polityka rządu lekceważąca bezpieczeństwo socjalne, intelektualna bezwładność środowisk naukowych oraz prymitywne środki masowego przekazu podtrzymują tę niebezpieczną tendencję.

W warunkach zbliżającej się hiperinflacji kontynuowanie w Polsce dotychczasowej polityki fiskalnej oraz podejmowane „oszczędności” w sferze socjalnej przypominają program pilotażowy przeprowadzany w celu sprawdzenia wytrzymałości i tolerancji Polaków. Wzrost podatków obciążających konsumentów, obniżanie emerytur, ograniczanie dostępności do służby zdrowia i przerzucanie kosztów leczenia na ludzi chorych, rezygnacja ze świadczeń prorodzinnych, ograniczanie pomocy publicznej w sytuacjach nadzwyczajnych, minimalizowanie zasiłków dla osób bezrobotnych, fikcyjne dofinansowanie budownictwa społecznego itp. nakładają się na krytyczną sytuację materialną większości rodzin w Polsce. Do tego dochodzi coraz bezczelniej kreowany wzrost kosztów utrzymania, szczególnie silny wskutek dyktowania wysokich cen przez zmonopolizowane usługi komunalne i firmy energetyczne.

Jeśli zatem na taki stan rzeczy nałoży się silny wzrost cen żywności, co jest nieuchronne, sytuacja staje się niebezpieczna. Jest ona niebezpieczna podwójnie. Przede wszystkim dla zubożałego już społeczeństwa polskiego. Powszechnie wiadomo, że wysokie ceny żywności boleśnie dotykają gospodarstwa domowe, zwłaszcza niezamożne, które ponad połowę skromnych dochodów wydają na żywność. Ale sytuacja także jest niebezpieczna dla władzy politycznej, gdyż spowoduje zaostrzenie konfliktów dotychczas dość skutecznie chowanych pod kocem medialnym, które grożą wybuchem społecznym. Politycy o tym powinni wiedzieć.

Niektóre środowiska opiniotwórcze uznały, że podejmowanie problemów ubóstwa, bezrobocia, kryzysu systemów emerytalnych itp. są domeną ruchów lewicowych. Jednym z przejawów takiego stanowiska jest wspomniana w pierwszej części publikacji, popularyzowana od dłuższego czasu, recepta na ubóstwo: „Zaradność jest najlepszym sposobem walki z ubóstwem w Polsce”, zgodnie z dewizą dawania ludziom ubogim „wędki” zamiast „ryb”. Jest to dewiza pachnąca płytkim dydaktyzmem, ponieważ zakłada ad hoc, że ludzie ci mają dostęp do zarybionych akwenów wodnych (co zdarza się nadzwyczaj rzadko). Taki „konserwatywny punkt widzenia” wyrządza więcej szkody, aniżeli „lewicowa wrażliwość społeczna”. Wyraża on de facto bezkrytyczną akceptację pozornych i nieskutecznych środków walki z ubóstwem. Takich np. jak nauka pisania CV z myślą o zwiększeniu szans zatrudnienia. Ludzie powinni życiorysy tworzyć, a nie pisać.

Stan „zanieczyszczenia świadomości”

Akceptacja ubóstwa jest elementem szerszego zjawiska, a mianowicie fałszywej świadomości ekonomicznej społeczeństwa. I nie chodzi o brak elementarnej wiedzy społeczno-gospodarczej, która jest nieodzowna do podejmowania racjonalnych działań. Fałszywa świadomość ekonomiczna jest efektem dwudziestu lat wszechstronnej ekspansji neoliberalizmu. Cechą szczególną neoliberalnej ekonomii jest negatywny wpływ na szerokie spektrum warunków socjalnych i kulturowych, powodując m.in. : degradację pracy, marginalizację gospodarstw domowych, kryzys usług socjalnych, nierówności i ubóstwo. Oczywiste jest, że niektóre instytucje finansowe i korporacje (i niektóre kraje) mają dzięki temu ogromne korzyści.

Aprobata dla opcji neoliberalnej jest zbudowana na założeniu, iż redukcja obszaru ludzkiej biedy jest pochodną wzrostu ogólnego dobrobytu (wynikającego z zalet wolnego rynku). W ten sposób, lekceważąc rosnące dysproporcje dochodowe i majątkowe, „nie zauważa się” spychania szerokich warstw ludności na skraj ubóstwa i nędzy. Nie widzi się zatem powodu do interwencji, nawet w sytuacji globalnego kryzysu ekonomicznego, który już wygenerował w świecie ponad 950 milionów głodujących ludzi. Jest to przede wszystkim tendencja wynikająca z odrzucenia potrzeby realizacji przez państwo funkcji socjalnych, często maskowana uprawianiem fasadowej polityki socjalnej.
I chociaż od początku obecnego wieku widoczny i głośno demonstrowany jest „zwrot” neoliberalizmu w kierunku redukcji nierówności i ubóstwa (opatrzony etykietą „Post-Washington Consensus”), to jest to nadal podstawa polityki niszczącej warunki socjalne i kulturowe.

Postulaty redukcji nierówności i ubóstwa i towarzyszące im programy maja charakter wycinkowy i powierzchowny. Równolegle toczy się proces tuszowania skali i skutków społecznych ubóstwa. Ten osłabiający znaczenie problemów proces w Polsce jest wyjątkowo zaawansowany, dochodzący do granic oszustwa statystycznego. Polega on na takim opracowaniu i interpretacji danych statystycznych, aby wykazać możliwie małą skalę ubóstwa (bezrobocia, bezdomności, itp.). Dane krajowe i zagraniczne (powielające krajowe) ustawiają ubóstwo w Polsce na pozycji uspokajającej opinię publiczną. W 2006 roku opublikowane zostały statystyki, według których poniżej progu ubóstwa jest ok. 19% ogółu ludności Polski. To mniej, niż w Grecji (21%) oraz w Hiszpanii i we Włoszech (20%). Jednak musi zastanawiać to, że aby Polak został zakwalifikowany do ludzi ubogich, musi być aż sześciokrotnie biedniejszy niż Brytyjczyk, trzykrotnie niż Grek, blisko czterokrotnie niż Hiszpan i ponad czterokrotnie niż Włoch. Wyjaśnia się, że jest to wynik korekty uwzględniającej różne koszty utrzymania. Problem polega na tym, że koszty utrzymania w Polsce są na ogół wyższe niż we wspomnianych krajach, czyli poprzeczka powinna być ustawiona niżej, a nie wyżej (polski głodomór odgrywa więc tutaj żarłoka, a zagraniczny żarłok uchodzi za głodomora).

Rzetelne rozpatrzenie problemu ubóstwa w Polsce zostało zastąpione, w ślad za dyrektywami UE, iluzoryczną „walką z wykluczeniem społecznym”. Wykluczenie społeczne jest problemem, ale przede wszystkim jest problemem krajów względnie zamożnych, w których takie formy ubóstwa jak głód i bezdomność występują marginalnie, czyli nie są zjawiskiem szczególnie dolegliwym w skali społecznej. Innymi słowy, nie pociągają za sobą degradacji społeczeństwa i zawężenia jego perspektyw. Dolegliwość wykluczenia jest czymś innym niż ubóstwo; sprowadza się do degradacji w hierarchii zamożności lub dostępu do powszechnie konsumowanych dóbr i usług.

Jest to najbardziej dzisiaj widoczny przejaw zakłamania w polityce socjalnej.

W Polsce brakuje ludzkiej ekologii

Jak wytłumaczyć ignorowanie problemu ubóstwa, a nawet tworzenie fałszywego, osłabiającego znaczenie tego problemu obrazu rzeczywistości? Jest oczywiste, że świadomość potężnej sfery ubóstwa w Polsce jest powszechna i bezsporna, a więc wypowiedzi i „badania naukowe” kolidujące z powszechną świadomością ubóstwa powinny być poddane krytyce i społecznemu ostracyzmowi. Ale nic takiego się nie dzieje. Przeciwnie, są one przyjmowane jako dopuszczalne i nie budzą sprzeciwu. Mają zatem swoiste przyzwolenie społeczne.

Odpowiedź na postawione pytanie jest następująca: „ Walka z ubóstwem wymaga uczciwości i prawości”. Jest to stwierdzenie Benedykta XVI, które najlepiej odzwierciedla ogólne przyczyny powszechnej bierności wobec pogarszającej się sytuacji materialnej polskich rodzin, a zwłaszcza dzieci. I odwrotnie, stwierdzenie to wskazuje, że skandaliczne zaniechania w sferze walki z ubóstwem oraz zadowalanie się połowicznymi rezultatami akcji charytatywnych mówią, na ile społeczeństwo jest nieuczciwe i zdeprawowane.

Warto przypomnieć stanowisko Ojca Świętego w kwestii rosnącego w świecie ubóstwa. 2 października 2009 roku w Castel Gandolfo Benedykt XVI podkreślał szczególne znaczenie uczciwości, rzetelności i wierności zasadom sprawiedliwości w zwalczaniu ubóstwa, zwłaszcza ze strony administracji państwowej.

Ubóstwo w czasie kryzysu ekonomicznego

Współcześnie zagadnienia ubóstwa nie sposób rozpatrywać w oderwaniu od globalnego kryzysu ekonomicznego. Twierdzenie, że w Polsce „kryzysu nie ma”, forsują ostatnio nawet katolickie i prawicowe media (co świadczy o łatwowiernym przyjmowaniu oficjalnych enuncjacji i niedostatecznym przygotowaniu ekonomicznym dziennikarzy). A skoro „kryzysu nie ma”, to nie ma też groźby rozszerzania się sfery ubóstwa, degradacji materialnej i moralnej czy zagrożonej przyszłości Polaków.

Aby poznać rzeczowe argumenty przeciw lekceważeniu związku między ubóstwem i kryzysem ekonomicznym warto zajrzeć do encykliki „Caritas in Veritate”.

Interesującym przyczynkiem może być fakt, że jest to encyklika w Polsce nielubiana. Pisząc o zglobalizowanym rynku , Benedykt XVI zaznacza, że procesy te „pociągnęły za sobą redukcję systemu zabezpieczenia socjalnego za cenę dążenia do większych korzyści w zakresie konkurencji na rynku globalnym, stwarzając wielkie zagrożenie dla praw pracowników, dla podstawowych praw człowieka oraz dla solidarności rozwijanej w tradycyjnych formach państwa socjalnego. Systemy zabezpieczenia społecznego mogą utracić zdolność pełnienia swojego zadania zarówno w krajach rozwijających się, jak i w krajach od dawna rozwiniętych oraz w krajach ubogich. Tutaj polityka bilansowa z redukcją wydatków na cele socjalne, często promowana także przez międzynarodowe instytucje finansowe, może pozbawić obywateli ochrony w obliczu zagrożeń dawnych i nowych; tę bezbronność wzmaga brak skutecznej ochrony ze strony stowarzyszeń pracowników”.

Narzuca się wrażenie, że światowy kryzys nie powstrzymał tych procesów, lecz je zaostrzył. Tłumaczy to przynajmniej częściowo, dlaczego jest on nieustannie bagatelizowany, a nierzadko wręcz kwestionowana jest jego siła oraz zasięg. Bagatelizowanie kryzysu w Polsce jest stałym elementem propagandy rządu, umożliwiającym takie fałszowanie rzeczywistości społeczno-gospodarczej, które nie tylko zasłania wzrost ubóstwa. Ułatwia ono wprowadzanie daleko idących restrykcji w sferze podatków, wynagrodzeń czy zwolnienia hamulców wzrostu kosztów utrzymania, które zagrażają podstawom egzystencjalnym społeczeństwa.

„Kiedy ludzie nie biorą pod uwagę swego powołania i nie respektują wymagań prawdziwej ekologii ludzkiej, to również wywołują przewrotną dynamikę ubóstwa…”.

(ciąg dalszy w następnym numerze EEM)

Za http://www.monitorekonomiczny.pl  – Prof. dr hab. Artur Śliwiński – 2011-07-29

Comments are closed.