WAŻNE! Rząd zmarnował czas tolerancji społecznej

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Od kilku miesięcy wzrastało w Polsce niezadowolenie społeczne, ale na korzyść władzy politycznej przemawiało to, że Polacy trudne problemy społeczne i gospodarcze odbierali w sposób bardzo zindywidualizowany, tworząc tym samym próżnię w życiu publicznym. Tego rodzaju ambiwalencja społeczeństwa umożliwiała jednak wprowadzenie koniecznych reform gospodarczych i politycznych. Obecnie stało się to niemożliwe.

Narastaniu niezadowolenia społecznego w Polsce poświęcony został ostrzegawczy artykuł zamieszczony w lipcu br. w EEM „Niezadowolenie społeczne w Polsce!”, w którym odnotowaliśmy malejącą skuteczność promocji „sukcesów gospodarczych” rządu. Odnotowaliśmy w nim również, że „od 2010 roku dają o sobie znać przygotowania „infrastruktury prawnej” do siłowego pokonywania demonstracji niezadowolenia i protestów społecznych. Do tego dochodzi podejmowanie bardziej agresywnych akcji wobec opozycji politycznej, środowisk katolickich, mediów kontestujących politykę rządu oraz patriotycznych ugrupowań opiniotwórczych. To w istocie rzeczy prowokacyjne „zrzucanie maski”, które może bardzo zaognić sytuację w Polsce”.

Dwie możliwości

Rząd miał teoretycznie dwie możliwości.

Pierwszą, znaną z praktyki komunistycznej opcję „bliżej mas”, która nadawałaby jego polityce bardziej „socjalistyczny” lub przynajmniej populistyczny charakter. Dziwi nas, że ta opcja – dobrze wpisująca się w praktykę rządzenia za pomocą PR, a także „odkrywana” od pewnego czasu w wielu krajach dotkniętych kryzysem – nie została wykorzystana. To, co obecnie w innych krajach UE traktowane jest jako reorientacja w stronę socjalizmu, oparte jest na podobnym rozumowaniu. Uznaje ono jako fakt oczywisty, że wcześniejsze podstawy ideologiczne polityki rządu stały się zbyt zużyte i niepewne, aby można było dalej na nich się opierać. Piszemy o tym nie dlatego, że mogłoby to rozwiązać jakieś istotne problemy, lecz aby zaznaczyć, że upadek neoliberalizmu spowodował próżnię ideową, którą rozsądni politycy powinni postarać się czymś wypełnić. Tymczasem władze w Polsce, trzymając się skompromitowanej doktryny polityczno-ekonomicznej, wystawiają siebie na silną krytykę „oderwania się od rzeczywistości”. To poważna sprawa, ponieważ takie oderwanie polityki od rzeczywistości jest na ogół postrzegane jako niebezpieczny, krótkowzroczny, trudny do zaakceptowania kierunek działania.

Drugą, realizowaną bardziej lub mniej świadomie, opcją jest bezwarunkowa koncentracja siły i wpływów politycznych. W tej opcji odpowiedzią na niezadowolenie społeczne jest zwiększenie prawnych i policyjnych środków pacyfikacji tego niezadowolenia. Ma to kilka ważnych konsekwencji, które warto przypomnieć. Konsekwencje te – rozpatrywane abstrakcyjnie- nie muszą

wydawać się ważne. Stają się one ważne dopiero w powiązaniu z uwarunkowaniami gospodarczymi i społecznymi. Po pierwsze, to zakwestionowanie demokratycznego charakteru państwa. Nawet jeśli jest to „dyskretne przejście” od fasadowej demokracji do braku demokracji, ma to wręcz rewolucyjny charakter. Jest to wprowadzenie dyktatury opartej na wykorzystaniu przemocy (prawnej, policyjnej). W tym zakresie „zabawa w kotka i myszkę” ze społeczeństwem polskim jest nadzwyczaj ryzykowna. Nie tylko prowadzi do polaryzacji „my – oni”, jak to miało miejsce w latach komunizmu, lecz również niszczy cały arsenał pozorów legitymizacji władzy, stawiając ją naprzeciw społeczeństwa jako siłę obcą i wrogą.

Niestety, właśnie rozpoczęła się taka „zabawa w kotka i myszkę”. Można zakładać, że jednym z najważniejszych czynników skłaniających do tej „zabawy” ze społeczeństwem (prócz pogardy i zadufania), była chęć odsunięcia uwagi od rosnących lawinowo problemów gospodarczych i finansowych. Bezradność w tej dziedzinie jest rekompensowana nachalną „propagandą sukcesu”, aby mogła być niezauważona. Przerzucenie winy za pogłębiający się kryzys ekonomiczny (hamowany jedynie przez specyficzną łagodność „rynków finansowych” wobec Polski) na okoliczności zewnętrzne, nie musi się udać i prawdopodobnie w obecnej sytuacji nie ma szans na powodzenie.

Głupota gospodarcza i polityczna

Głupota polityczna tkwi korzeniami w głupocie polskich środowisk gospodarczych. Pomijamy historyczny fakt, że środowiska te odrodziły się w warunkach podporządkowania wymogom ideologii neoliberalnej, w tym zwłaszcza uczestnictwa w patologicznej prywatyzacji majątku publicznego. Takie uwarunkowania z pewnością silnie zdeformowały te środowiska i ich nastawienie do interesu publicznego. Zasadniczym faktem jest, że przez całe dwadzieścia dwa lata nie potrafiły się jednak wydobyć się z zagmatwanego układu różnorakich interesów zagranicznych: korporacyjnych, narodowościowych, politycznych czy wręcz przestępczych.

Pojęcie polskiego środowiska gospodarczego jest pojęciem umownym. W rzeczywistości odznacza się ono daleko idącym koniunkturalizmem i swoistą ideologią lekceważenia interesu publicznego. Jest to najbardziej bezmyślne podejście do biznesu, ponieważ jedynie w warunkach bezpieczeństwa wewnętrznego, opartego na respektowaniu polskich interesów gospodarczych, mogłyby środowiska te liczyć na dalszy rozwój. Tymczasem nie tylko nie potrafiły wydobyć się spod kurateli konkurencji zagranicznej, lecz nawet nie zdołały dokonać własnej identyfikacji w kategoriach narodowych.

Nikłość inicjatyw społeczno-gospodarczych i brak troski o rozwój społeczno-ekonomiczny kraju bierze się głównie z faktu, że te środowiska nie potrafiły powiązać interesów prywatnych z interesem publicznym w sprawach, którymi powinny być żywotnie zainteresowane.

Ich wpływ na politykę rządu jest minimalny lub ograniczony do sojuszy personalnych. W czasach, kiedy związek ekonomii i polityki jest silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, jest to sprawa tragiczna. Oznacza, ze zewnętrzne wpływy ekonomiczne i polityczne zajęły miejsce wpływów krajowych. To z kolei oznacza, że krajowe interesy respektowane nie będą, lecz z pewnością zostaną poddane mniej lub bardziej zakamuflowanym represjom. Nie należy łudzić się, że liczne, pojawiające się od wielu lat przypadki takiej represyjności są epizodami. To ogólna prawidłowość.

Głupota polityczna, polegająca na sięganiu po coraz ostrzejsze środki represji mające służyć pacyfikacji społeczeństwa, jest w pewnym zakresie odbiciem krótkowzroczności i beztroski polskich środowisk gospodarczych. Zarówno te środowiska jak i ośrodki polityczne nie zauważyły, że sielanka się kończy.

Dzisiaj represyjność władzy dotyczy publiki. Związek między jej narastaniem i pogarszaniem się realiów gospodarczych bywa na ogół słabo widziany. Z doświadczeń okresu komunistycznego wiemy, że podobna korelacja nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu, lecz wręcz przeciwnie. Niestety, takie argumenty dzisiaj nikogo raczej już nie wzruszają, choć są godne zastanowienia.

Represyjność jest techniką sprawowania władzy opartej na samowoli. Gdy władza polityczna – przynaglana przez wierzycieli i deficyt budżetowy – gorączkowo poszukuje obszarów drenażu finansowego, rząd z prawdopodobieństwem równym jedności „zainteresuje się” wydrenowaniem majątku przedsiębiorców i właścicieli nieruchomości (skoro zwykłych konsumentów nie będzie już z czego drenować). Oczywiście z wyłączeniem firm zagranicznych, które zabezpieczyły sobie prawną i polityczną ochronę.

Wielka głupota społeczna

Szczególnym przejawem głupoty władzy jest uderzenie w godność narodową Polaków. Pozornie jest ono tylko prowokowaniem konfliktów społecznych wedle zasady „dziel i rządź”. W rzeczywistości jest to kreowanie stron konfliktów, które są wrogie wobec Kościoła i Narodu. Każdy, kto ma minimalną choćby wiedzę o Polsce, szybko zorientuje się, że jest to działanie wrogie wobec Polski i za takie powinno być uznawane.

Konsekwencją tej wrogości, wcześniej bardziej kamuflowanej, a także wspartej neoliberalną „argumentacją” jest właśnie uderzenie w godność narodową. W normalnych warunkach (gdy nikt i nic godności narodowej nie narusza) jest ona czymś trudno uchwytnym i niejasnym pod względem moralnym. Jednak w przypadku jej jaskrawego naruszenia szybko przyjmuje skonkretyzowane znaczenie. Jest wtedy widziana jako podstawowy warunek spójności społecznej i egzystencji ludzi, zwłaszcza tych, którzy znaleźli się w trudnych warunkach materialnych. Jest autonomiczna względem praw politycznych, socjalnych czy ograniczenia suwerenności państwowej.

Żadne poważne i skuteczne reformy gospodarcze i polityczne nie są możliwe do przeprowadzenia bez poparcia społeczeństwa dla władzy politycznej. Tego poparcia już nie będzie (chociaż władza może dalej posługiwać się fałszywymi sondażami).

Ci, którzy obrażają uczucia narodowe, są destrukcyjni: tworzą przesłanki ogólnego kryzysu moralno-politycznego. Jeśli wydaje się im, że jedynie prowadzą grę ze społeczeństwem, są w wielkim błędzie. Jeśli myślą, że jakikolwiek naród można pozbawić godności, są idiotami.

Uderzenie w godność narodową – co się stało w czasie Marszu Niepodległości 11 listopada 2011 roku – będzie mieć skutki nieodwracalne. Od tej pory nikt nie powinien liczyć na tolerancję polskiego społeczeństwa wobec działań obecnych władz politycznych. Nie ma co liczyć również na zatuszowane tego faktu gołosłownymi deklaracjami patriotyzmu ze strony „dostojników państwowych” i manipulacjami medialnymi. Święto Niepodległości paradoksalnie stało się ostatnią próbą sprawdzenia intencji władzy, z której wyszła ostatecznie skompromitowana.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za;  http://www.monitorekonomiczny.pl – 2011-11-13

———————————————————————————————————————————-

Comments are closed.